Oklaski dla alt-rightu

Kuźmiuk, Sasin i Błaszczak przyklaskują AfD

Znowu wygrana skrajnej prawicy na Zachodzie kończy się w Polsce aplauzem. Brexit miał być dowodem upadku “eurokołchozu”. Dobry wynik holenderskiej partii Wildersa, dowodem na dobrą zmianę w Europie. Kiedy Trump wyprzedził Clinton na mecie w oczach polskiej prawicy zaświeciły się wizy. Teraz niemieckie AfD triumfuje, my klaszczemy. Łączy to jedno. Zawsze dostajemy po dupie od tych, którym wiwatowaliśmy.

Po wyborach parlamentarnych w Niemczech właściwie nic się nie zmieniło. Nadal nie mamy z kim rozmawiać o reparacjach. Szczególnie bezsensowne byłoby to w przypadku Alternativ fur Deutschland. To właśnie ta skrajnie prawicowa partia stała się najnowszym nabytkiem Bundestagu i weszła tam z wynikiem 12,6%. Wcześniej w 2013 AfD podzieliło ostatni wielki sukces Janusza Korwin-Mikkego uzyskując astronomiczne 4,7% (zabrakło im jakieś 130 tys. głosów do uzyskania progu). Po tych wyborach główny temat walki z euro, na którym oparła się cała kampania, na dobrą sprawę się wyczerpał.

W polskich warunkach analogicznie do wyczynów partii KORWiN odpalony zostałby protokół 1% i tak skończyłby się pewnie byt AfD, które stałoby się prawdziwą alternatywą w Niemczech. Stało się wręcz przeciwnie. Wejście na wyższe tony eurosceptycznej melodii z dodatkiem krytyki polityki imigracyjnej, pozwoliło (jakkolwiek głupio to brzmi w tym połączeniu) wejść 7 politykom AfD do Parlamentu Europejskiego w 2014. Po tym AfD poszło już zupełnie po bandzie.

„Za Hitlera były niższe podatki”

Kiedy takim stwierdzeniem rzuca polski polityk, to się z tego śmiejemy. Kiedy jednak podobne słowa płyną z ust niemieckiego polityka, brzmi to co najmniej groteskowo. Choć wśród polityków AfD nie pojawił się wywód na temat systemu podatkowego III Rzeszy, to wcale nie było lepiej. Taki Wehrmacht na przykład. Dla jednych hitlerowska armia, dla drugich rzekomy żywiciel dziadka Donalda Tuska. A dla Alexandra Gaulanda z AfD? Wehrmacht to powód do dumy. Gauland w swoim przemówieniu na jednym z wieców Alternativ Fur Deutsche po prostu pozazdrościł Francuzom dumy z Napoleona Bonaparte, a Brytyjczykom z Winstona Churchilla. Stwierdził, że Niemcy też muszą być z czegoś dumni, to czemu nie z Wehrmachtu. W świetle słów Bjorna Hocke jakoś nie dziwi, że wg. działaczy AfD armia, która wywoziła Polaków i Żydów do fabryk śmierci, zasługuje na nobilitację. Ten z kolei stwierdził, że pomnik ofiar Holocaustu w Berlinie to hańba.

W Polsce ktoś z takimi poglądami ma tak małe poparcie, że nawet Janusz Piechociński nie wie, jakie ono naprawdę jest. Jak się okazuje w Niemczech jest wręcz odwrotnie. I to może przerażać, ale spokojnie. Na dobrą sprawę nie ma się czego bać. Na obecną chwilę AfD ma szansę stać się co najwyżej małym hamulcowym Bundestagu i egzotycznym dodatkiem do niego. Martwi jednak podejście naszych polityków do tej partii.

„Początek demokracji”

Polska prawica chciałaby się cieszyć z sukcesu Alternativ fur Deutschland, ale pewne fakty po prostu stają jej ością w gardle. Nie przeszkadza to oczywiście w dostrzeganiu plusów. Dla Jacka Karnowskiego sukces AfD to„Początek prawdziwej demokracji w Niemczech.”. Powiedział to człowiek, który uważa również, że jest ona prawdziwa, kiedy parlamentarne kłótnie przekraczają granice. No faktycznie, bo co lider współczesnej Europy będący jednym z najważniejszych spoiw Unii może wiedzieć o demokracji. To nasi politycy wiedzą jak zadbać o kulturę polityczną i zasady obmyślone przez Francuzów, których uczyliśmy używania widelca. A ja się czasem dziwię, że w naszym kraju nie ma co liczyć na politykę konsensusu.

To, że dziennikarz pozwala sobie często na wiele, jest zrozumiałe, ale podejście członków PiS, już nie do końca. Na przykład europoseł, Zbigniew Kuźmiuk apelował, żeby nie szykanować AfD i dopatruje się w jej antyimigranckości korzyści dla Polski. W podobnym tonie wypowiadał się również Jacek Sasin i Mariusz Błaszczak. W tym przypadku można się cieszyć co najwyżej, że nie jesteśmy osamotnieni w nacjonalistycznej polityce.

Na szczęście większości panów poza Zbigniewem Kuźmiukiem przypomniał się stosunek AfD do Wehrmachtu. Do tego dochodzą jeszcze „niewybaczalne” koneksje niemieckiej partii z Kremlem. No i tu dochodzimy do największej tajemnicy. Jak można pogodzić pochwałę dla polityki antyimigracyjnej AfD i jednocześnie jej stosunek do Polaków i Wehrmachtu. Tak się nie da. Droga prawico. Nie można rościć sobie praw do ogromnych reparacji i jednocześnie w jakikolwiek sposób chwalić partię, która jest dumna ze sprawców wyrządzonych nam krzywd. To się nazywa schizofrenia.

Wszystkie felietony znajdziesz TUTAJ

Dla znających Niemiecki, stronę AfD znajdziecie W TYM MIEJSCU

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *